środa, 11 kwietnia 2012
Melania tworzy dziwną historię - Margot i Andriej vol.1
Margt siedziała w turkusowym pokoju na takiej zabawkowej piłce i spoglądała przez okno. Adrjej kręcił się na korytarzu, w okolicach łazienki.
- Gdzie jest papier toaletowy, Margot? - krzyknął. Bez wyraźnych zmian w fizjonomi odpowidziała, że w szafce z butami. Coś zaszurało i do turkusowego pokoju wpadł but. Po chwili drugi, którym Andriej trafił Margot w głowę.
- Dziękuję, najdroższy! - usłyszał w odpowiedzi, po czym poszedł do kuchnii z dwoma i jedną trzecią rolki. Wrzucił je do wrzącej wody w nieco nadpalonym garnku.
Kanarek fruwał w oklicach 32 metrów nad poziomem morza, kiedy postanowił wlecieć przez okno. To zwierze, więc trudno stwierdzić na ile świadoma była ta decyzja; może zwykły ptasi impuls. Margot ruszyła w końcu gałką oczną. Najpierw prawą, potem lewą, podążając nimi za finezyjnym lotem cytrynowego ptaszka w turkusowym pomieszczeniu.
Kanarek nie zwrócił na nią uwagi, którą za to obdarzył Andrieja. Zrobił to w mało wyszukany sposób, a więc zesrał się na niego. (Dokładnie był to kałomocz, bo ptaki posiadają kloakę bodajże - wspólne ujście układu moczowego, wydalniczego i rozrodczego.) Facet się wkurzył i wokonał serię podskoków, dzięki którym udało mu się złapać kanarka. Starł nim z siebie gówno, na ile to było możliwe, żeby nie złamać mu obu skrzydeł. Wypuścił go przez okno, a kanarek poleciał w szaro-błękitną dal, więc chyba nie miał uszkodzonej żadnej części ciałka albo regenerował się w supertempie.
Margot stała w kozakach, którymi wcześniej oberwała, w drzwiach z dość mieszanymi uczuciami. Podeszła do Andrija i ściągnęła z niego szarą koszulkę, której koniec zamoczyła w ciągle gorącym garnku. Po chwili starła z niego to resztki wnętrza brzucha małego, żółtego, podniebnego celebryty. Mimo, że mieszkli raczej w Ekwadorze, niż w Norwegii, mieli w domu piękny sznur żeglarski. Andriej zaskoczony zachowaniem Margot dał się nim przywiązać za ręce do haka na kryształowy żyrandol. Po czułości przyszedł czas na złość w imieniu kanarka i Margot uderzyła go w twarz otwartą dłonią.
- Wiesz za co, jak mniemam, najmilszy.
- Margot!!!
Zwinięta koszula wylądowała w jego ustach skutecznie uniemożliwiając krzyk. Szarpnęła go za włosy, odciągając jego głowę w tył i powodując stłumiony jęk, za który otrzymał kolejne uderzenie w twarz. Margot zafascynowały jego oczy. "Tego szukam" - przebiegło jej przez myśl.
Klęknęła przed Andrijem i zsunęła jego spodnie do kostek, na co on patrzył, jak zahipnotyzowany. Odsunęła się podziwiając swoje dzieło - umazanego łzami bólu mężczyznę zmuszonego do stania przed nią nago. Jakaś część mózgu Andrieja, chyba śródmózgowie, podzielała jej podniecenie, czego dowodem był jego budzący się członek.
Atmosferę zagęścił dźwięk dzwonka do drzwi będący połączeniem szczeknięcia psa i Ody do Młodości. Margot w normalnych okolicznościach zignorowałaby to, ale z racji chwilowej niedyspozycji Andrieja była zmuszona otworzyć.
- Paczka dla mieszkania "GZM 0,5". Trafiłem?
- Tak.
- Podpisze pani pokwitowanie?
- Tak.
- Dzięki. Proszę. Do widzenia.
- Tak.
"Dobrze, że nie zobaczył Andrieja. Jeszcze pomyślałby coś o przemocy domowej" - zauważyła w myślach Margot, przesuwając ustawiony pionowo karton do pokoju.
Miała jednak ciekaszy obiekt niż nowy mebel. Trzasnęła go w twarz, zostawiając piękny, czerwony ślad. Taki sam pojawił się po chwili na pośladkach Andrieja. Margot lubiła kolory, co można było już zauważyć, więc kolanem stworzyła powoli zieleniejący siniak na żebrach, wywołując dreszcz bólu i kolejny piękny grymas na twarzy Andrieja.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz