środa, 11 kwietnia 2012

Melania przeprowadza wywiad z Melanią. Jaka jest(em). Trochę o aborcji (o!)


Kolejny dzień.Wciąż siedzę w notatniku. Na plus biorę to, że blog już założyłam i jestem z siebie dumna. Musiałam wcześniej założyć konto na google, czego wolałam uniknąć, ale okazało się niezbędne. Cóż.
melanie-white.blogspot.com. Niestety na poczcie ktoś już zajął ten nick. Niepotrzebne zamieszanie, kurwa. Cóż.
Moja mania prześladowcza każe mi usuwać historię przeglądarki. Blog będę pisać na trybie incognito.
Jeśli po poprzednich notkach można odnieść wrażenie, że uważam się za wszechwiedzącą, to jest to mylne wrażenie. Ale pewnie jestem z jednej strony zapatrzoną w siebie ekshibicjonistką, a z drugiej mam kompleks niższości czy coś. Tak bardzo z grubsza. Ciągle się waham między tymi dwoma wersjami siebie.
Chciałam napisać w tym poście jakieś opowiadanie, ale (kurde) piszę wciąż o sobie. Dla urozmaicenia może spróbuję wywiadu ze sobą, właśnie na to wpadłam. Doskonale.

- Dlaczego piszesz ten blog? Standardowe pytanie z musu.
- Zazwsze byłam bardzo skryta i uznałam, że odkrycie się w ten sposób może przynieść jakieś pozytywne skutki. To jeden. Dwa: bliska mi osoba powiedziała niedawno, że mam dużą potrzebę rozmawiania o drobnostkach. A że ostatnio nie mam z kim o nich gadać - wszyscy moi przyjaciele są daleko (...daleko... ode mnie... ode mnie...) - więc będę pisać. Trzy: lubię pisać. Jako dziecko chciałam być między innymi pisarką. A to będzie ćwiczenie stylu na przyszłość. Wtedy będę się pławić w Nagrodach Nike, może nawet Pulitzerach, Book Awards, a może nawet dostanę (wstrzymajmy oddech) Wyróżnienie dla Najfajowszej Literatury Kobiecej od Czytelniczek Miesięcznika "Claudia"!

- Masz jakieś zainteresowania?
- Mam w chuj dużo zainteresowań, ale wkurzają mnie teksty typu: moje zaiteresowani to dyskoteki, chłopaki i ogólnie takie takie... ale w miarę to nauka mnie najbardziej kręci. (Tu też się z kogoś nabijam...) Lubię czekoladę Wedel i mieć na tapecie w kompie jakieś dobre zdjęcie. Dobre, więc nie autorstwa kogoś, kogo znam. Teraz mam coś pana Tono Stano z Czech lub Słowacji lub Czechosłowacji. W szufladzie leży wiśniowa czekolada. Nic z wyżej wymienionych konkretów nie jest moim faworytem w swojej dziedzinie, ale dają radę, jak to się mówi.

- Wyglądasz, jakbyś chciała coś jeszcze powiedzieć..?
- Wow, jak Ty mnie znasz! Otóż: niedawno były święta, Wielkanoc konkretnie. Ta informacja może okazać się kiedyś użyteczna.

- Pominę milczeniem jej wagę... Masz uguntowane poglądy polityczne?
- Jestem na to za młoda. Jakieś mam, ale nie sądzę, aby godne uwagi były moje opinie na temat polityków.

- A co w sprawie aborcji?
- Jestem za legalizacją aborcji, co nie równa się stwierdzeniu: jestem za aborcją. Jej zakaz uniemożliwia decydowanie o sobie. Czy oni (mistyczni oni, zło) myślą, że kobiety rzucą się najpierw do cudzych łóżek, a potem do szpitali, żeby pozbyć się konsekwencji z macicy? Nie! My, kobiety, nie jesteśmy idiotkami. Decyzja o aborcji jest decyzją trudną; poza tym zabieg i tak jest w Polsce możliwy do wykonania, niech więc będzie możliwy w odpowiednich warunkach. Umiemy czytać i myśleć - znamy ryzyko, jakie to niesie. Słyszałyśmy o traumie poaborcyjnej. Łatwo znaleźć wiele opini na ten temat. Myślę, że rzadko taka decyzja będzie podejmowana pochopnie. Nawet jeśli, to możliwa jest jakaś procedura, zmuszająca do reflekcji (yeah) typu: wróć za dwa tygodnie i potwierdź swój wybór; to tylko pierwszy lepszy przykład. Kolejny temat na osobną notkę. Napiszę w niej, jak krystalizowała się moja opinia w tej sprawie. Dla jasności - nigdy nie poddałam się aborcji.

- Bardzo się rozwinęłaś. Może dodasz to w tytule postu?
- Owszem, to chyba dobry pomysł. Wanda Nowicka powiedziała kiedyś: usłyszałam, że społeczeństwo nie może zmusić kobiety do zajścia w ciążę, ale jeśli już w niej jest, to może ją zmusić, aby pozostała w tym stanie. Fajnych pani Wanda ma znajomych. Ok, lećmy dalej.

- Ok. Co w sprawie Katarzyny, jej córki Magdy i męża Bartka?
- Mój departament zajmuje się tą sprawą. Jest na 36, albo 94 miejscu.

- Najgłupsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłaś?
- Może nie najgłupsze w życiu, ale przez to jestem teraz przeziębiona. Chodziłam półnago po lesie. Na chorobę pewnie złożyły się jeszcze inne czynniki... ale wtedy świaciło nawet słońce i nie było wiatru (sick!)!

- Rety... czy Ty jesteś normalna?
- Nie, nie jestem. Osobną kwestią są granice normalności - da się je w ogóle nakreślić? I czy tak naprawdę istnieje coś takiego jak "normalność"?

- To nie fair. Ja tu zadaję pytania!
- Ups, masz rację. Wybacz!

- Czemu zmieniłaś trochę w ostatnich notkach przed ich dodaniem? Ty chuju...
- To były drobne zmiany, tzw. higieniczne. Może trochę mocniej pobawiłam się przy tekście z pierwszego wpisu: "Cześć! Jestem...", bo trochę tam pojechałam po bandzie.

- Dlaczego posługujesz słownictwem jak z rynsztoka?
- Gdyż jest adekwatne do tego, w jakim oscylują moje wypowiedzi w rzeczywistej egzystencji, bo (oczywiście) bytem włącznie internetowym się nie określę.

- Pewnie czytasz same gówna?
- Właśnie jestem po "Bestii!" Ragnhild N. Grodal. Arcydziełem tego nie nazwę, ale ciekawe były nawiązania do psychologii.

- Intesesujesz się psychologią?
- Wszyscy się tym interesują. Ja może odrobinę bardziej. A może nie. W każdym razie kocham Philipa Zimbardo.

- Hmm... Ostatnio słyszałam, że Pana Samochodzika?
- To było kiedyś. Ale Nienacki tak mnie przeraził "Raz do roku w Skiroławkach", że spasowałam. Było tak straszne, że przeczytałam w ciągu dwóch dni z wypiekami na policzkach. Tu robię minkę i ruch brwiami; uśmieszek.

- Mam Cię dosyć.
- Jako osóba przeprowadzająca ze mną wywiad nie powinnaś tak mówić. To niegrzeczne. Wspaniałomyślnie wybaczę, bo się z Tobą zgadzam.

Ja Pytająca podaję rękę Mi Odpowiadającej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz