środa, 11 kwietnia 2012
Wieczoru ciąg dalszy - post nr 2
Właśnie wydmuchałam nos, bo dodatkowo jestem chora i stwierdziłam, że tą dramatyczną kwestią rozpocznę kolejny post (notkę?) mniej więcej 5 sekund po zakończeniu tej poprzedniej. Jest dobrze, mam już dwa wpisy! Yeah! Ledwo się pochamowałam przed dodaniem "xD".
A więc tak - jestem chora, przeziębiona. Zmienię tu konwencję (sic!) i wprowadzę coś bez wytłumaczenia. Jestem chora i nie pojechałam z rodziną do miasta Z położonego jakieś 100km od mojej miejscowości; naszej miejscowości. Byli na mnie wkurzeni.
Cóż piszę to rzekomo dla siebie, więc nie będę tłumaczyć o co chodzi. Jeśli kogoś z Was (ach och) to dręczy, to proszę pisać na priv. Nie wiem, czy jest tu coś takiego, ale się pewnie dowiem. Zakaszlałam, bo chwilowo nie wiem, co dodać. Może rozładowałam się na dziś? Już to widzę...
Zaraz wyłączę komputer, położę się i wpadnie mi do głowy setka innych w chuj ciekawych tematów. Niech będzie to przeklinanie. Różny się ma do tego stosunek. (Czy jak będę często używała tego słowa, to ktoś szukając "stosunku" tu trafi? wątpię, ale chuj wie. "Chuj" użyty bardzo celowo.)
A więc ja zaczęłam mówić brzydkie wyrazy podczas moich pierwszych prawie pełnletnich wakacji, bo przyjaciółka (nie taka, jak możnaby sądzić po deklaracji biseksualizmu) rzuciła pomysł, że robimy to, czego dzieci nie mogą. Ojoj (i tu zakrywam łapkami buźkę) - piłyśmy też. Ale przecież my jesteśmy pełnoletnie.
W ten sposób przeklinanie dla nas stało się raczej zabawą i ja do dzisiaj w ten sposób je stosuję (zazwyczaj). Bom jest z dobrego domu niby (aha, aha) i tu się w złości przy dzieciach nie klnęło.
A dodawanie "kurwa" co kilka słów było wstrętnym i brzydkim. Do dzisiaj tak mam; źle myślę o ludziach używających takich słów bez kontroli (Samokontrola - temat na następną notę, yeah.) Ktoś mówił mi, że dla niego te wyrazy są podkreśleniem silnych uczuć. A dla mnie raczej powiedzenia: hej, jestem zirytowana, ale ze szczyptą rozbawienia, dystansu do tego uczucia.
Albo nawet mówię "kurwa, kurwa, kurwa" dla tzw. funu, czyli dla jaj. Oczwiście w towarzystwie ludzi, którzy postrzegają te kwestie podobnie; ewentualnie pokazuję moim zajebistym aktorstwem, że chodzi o to, nie co innego.
Nie wiem, co gorsze, co lepsze i czy w ogóle można (czy ja mogę) to tak oceniać. 02:20, czyli stukam w klawisze już godzinę. Ok, pora spadać. To był ciąg dalszy ostatniego postu, więc tu podziękuję za przeczytanie tego, jeśli to przeczytał-eś/aś. Bo jeśli tak, to byłoby super! Ponawiam swą prośbę o koment, chociaż kropkę, chociaż nawiasik.
Dziękuję, że ze mną jesteście. Ciekawe uczucie pisać coś takiego w notatniku, hłe, hłe. Dobranoc mi, dobranoc, miłego dnia, do następnego - Tobie. Mam nadzieję, że będzie następny. Znikam na razie w otchłani Internetu, rozpływam się w czasoprzestrzeni, zasypiam w głębi mojego własnego, ukochanego łóżka.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz