niedziela, 15 kwietnia 2012

Anais...


Wciąż ten humor. Piszę sobie kolejny post, a nie minęła nawet godzina od ostatniego.

Czy naprawdę ludzie mnie ograniczają? Czy, gdybym teraz była sama, to robiłabym coś innego? Bardziej wartościowego w moim mniemaniu?

Jeszcze nie widziałam w księgarniach "Dzienników" Anais Nin, ale mają być. Za 52 złote, kurwa. Obawiałam się, że na przeczytanie wszystkich książek, jakie chciałabym przeczytać; filmów, które chciałabym obejrzeć; muzyki, dzieł sztuki itp. nie wystarczy mi życia. Teraz myślę, że nie wystarczy mi też pieniędzy.

Idę spać. Dobranoc. Dobranoc, moja naiwności.

Kradnę cudze myśli

Post usunęłam, bo nieładnie jest kraść. ;)

Nocne mary i depresje


Czuję, że nie będę miała porządnego życia. Nie będę miała porządnej pracy, porządnego męża, porządnych dzieci. Prawdopodobnie mówi tak duża część (większa połowa, ehm) osób w moim wieku, ale ja oczywiście jestem wyjątkowa. Obserwując znajomych widzę jakąś troskę o przyszłość. A u mnie nic, nie przejmuję się. Kilka lat obecnego życia i co potem? Przecież ja się nawet nie uczę, a na pewno nie wykorzystuję w pełni swoich możliwości - wszyscy mówią, że dużo mogę, a mi się bardzo mało chce. Tym bardziej jest to dołujące, jeśli powtarzają Ci, że gdybyś tylko chciała, mogłabyś wiele osiągnąć. Ale ja rzadko chcę i cierpię z tego powodu (och, ach, moje cierpienie... jakie to smutne). Nie potrafię znaleźć w sobie motywacji. Kiedyś myślałam, że kiedyś (właśnie: kiedyś) się wezmę w garść, ale nie mogę. Już przestałam myśleć, że "kiedyś" się uda. Gdybym mogła, gdybym chciała, to zmieniłabym coś teraz. A ja czekam, aż samo się zmieni. Za pół roku czekają mnie duże zmiany zwenętrzne - póbuję jakoś wyrazić to, że nie będą zależne ode mnie. Najwyżej w małym stopniu. Gdybym teraz coś zrobiła, to w dużo większym. Ale nie robię.

Nie mam nic ciekawego do przeczytania i piszę takie rzeczy. Jestem dodatkowo w bardzo dziwnym nastroju. Zaczynam podejrzewać, że może zostałam źle zdiagnozowana. Może tak naprawdę to ten kolorowy worek do którego się wszystko niewyjaśnione wrzuca.

Chcę napisać do Marcina. List. E-mail. Przecież nawet nie znam jego rzeczywistego adresu. Nie znam nawet adresów moich przyjaciół - potrafię tam dotrzeć, ale nie koniecznie powiedzieć, jaka to ulica.

Miałam sen, bardzo dziwny. Chyba boję się niskich stropów. Wyobrażam sobie, że zostaję zamknięta w pomieszczeniu, w którym nie mogę się ruszać, bo jest tak małe. Jakiś czas temu zaczęłam oglądać film pt. "Pogrzebany". Początek nie zrobił na mnie wrażenia i wyłączyłam go. Spróbuję ponownie, ale w innym nastroju. Nastawienie wpływa na odbiór.

środa, 11 kwietnia 2012

Melania tworzy dziwną historię - Margot i Andriej vol.1


Margt siedziała w turkusowym pokoju na takiej zabawkowej piłce i spoglądała przez okno. Adrjej kręcił się na korytarzu, w okolicach łazienki.
- Gdzie jest papier toaletowy, Margot? - krzyknął. Bez wyraźnych zmian w fizjonomi odpowidziała, że w szafce z butami. Coś zaszurało i do turkusowego pokoju wpadł but. Po chwili drugi, którym Andriej trafił Margot w głowę.
- Dziękuję, najdroższy! - usłyszał w odpowiedzi, po czym poszedł do kuchnii z dwoma i jedną trzecią rolki. Wrzucił je do wrzącej wody w nieco nadpalonym garnku.

Kanarek fruwał w oklicach 32 metrów nad poziomem morza, kiedy postanowił wlecieć przez okno. To zwierze, więc trudno stwierdzić na ile świadoma była ta decyzja; może zwykły ptasi impuls. Margot ruszyła w końcu gałką oczną. Najpierw prawą, potem lewą, podążając nimi za finezyjnym lotem cytrynowego ptaszka w turkusowym pomieszczeniu.
Kanarek nie zwrócił na nią uwagi, którą za to obdarzył Andrieja. Zrobił to w mało wyszukany sposób, a więc zesrał się na niego. (Dokładnie był to kałomocz, bo ptaki posiadają kloakę bodajże - wspólne ujście układu moczowego, wydalniczego i rozrodczego.) Facet się wkurzył i wokonał serię podskoków, dzięki którym udało mu się złapać kanarka. Starł nim z siebie gówno, na ile to było możliwe, żeby nie złamać mu obu skrzydeł. Wypuścił go przez okno, a kanarek poleciał w szaro-błękitną dal, więc chyba nie miał uszkodzonej żadnej części ciałka albo regenerował się w supertempie.

Margot stała w kozakach, którymi wcześniej oberwała, w drzwiach z dość mieszanymi uczuciami. Podeszła do Andrija i ściągnęła z niego szarą koszulkę, której koniec zamoczyła w ciągle gorącym garnku. Po chwili starła z niego to resztki wnętrza brzucha małego, żółtego, podniebnego celebryty.  Mimo, że mieszkli raczej w Ekwadorze, niż w Norwegii, mieli w domu piękny sznur żeglarski. Andriej zaskoczony zachowaniem Margot dał się nim przywiązać za ręce do haka na kryształowy żyrandol. Po czułości przyszedł czas na złość w imieniu kanarka i Margot uderzyła go w twarz otwartą dłonią.
- Wiesz za co, jak mniemam, najmilszy.
- Margot!!!
Zwinięta koszula wylądowała w jego ustach skutecznie uniemożliwiając krzyk. Szarpnęła go za włosy, odciągając jego głowę w tył i powodując stłumiony jęk, za który otrzymał kolejne uderzenie w twarz. Margot zafascynowały jego oczy. "Tego szukam" - przebiegło jej przez myśl.
Klęknęła przed Andrijem i zsunęła jego spodnie do kostek, na co on patrzył, jak zahipnotyzowany. Odsunęła się podziwiając swoje dzieło - umazanego łzami bólu mężczyznę zmuszonego do stania przed nią nago. Jakaś część mózgu Andrieja, chyba śródmózgowie, podzielała jej podniecenie, czego dowodem był jego budzący się członek.

Atmosferę zagęścił dźwięk dzwonka do drzwi będący połączeniem szczeknięcia psa i Ody do Młodości. Margot w normalnych okolicznościach zignorowałaby to, ale z racji chwilowej niedyspozycji Andrieja była zmuszona otworzyć.
- Paczka dla mieszkania "GZM 0,5". Trafiłem?
- Tak.
- Podpisze pani pokwitowanie?
- Tak.
- Dzięki. Proszę. Do widzenia.
- Tak.
"Dobrze, że nie zobaczył Andrieja. Jeszcze pomyślałby coś o przemocy domowej" - zauważyła w myślach Margot, przesuwając ustawiony pionowo karton do pokoju.
Miała jednak ciekaszy obiekt niż nowy mebel. Trzasnęła go w twarz, zostawiając piękny, czerwony ślad. Taki sam pojawił się po chwili na pośladkach Andrieja. Margot lubiła kolory, co można było już zauważyć, więc kolanem stworzyła powoli zieleniejący siniak na żebrach, wywołując dreszcz bólu i kolejny piękny grymas na twarzy Andrieja.

Suma trzech

No, właśnie wkleiłam trzy posty, które napisałam w ciągu dwóch ostatnich dni. Ten jest pierwszym, który piszę w bloggerze. Właśnie dowiedziałam się czegoś nie za dobrego, więc jestem zdenerwowana. Boli mnie głowa. Wciąż jestem chora.
Nie potrafię zmienić daty dodania notek. U mnie jest teraz 14:07, a tu pewnie jakaś 05:00. Wkurzające.
Nic ciekawego teraz nie napiszę.

Melania przeprowadza wywiad z Melanią. Jaka jest(em). Trochę o aborcji (o!)


Kolejny dzień.Wciąż siedzę w notatniku. Na plus biorę to, że blog już założyłam i jestem z siebie dumna. Musiałam wcześniej założyć konto na google, czego wolałam uniknąć, ale okazało się niezbędne. Cóż.
melanie-white.blogspot.com. Niestety na poczcie ktoś już zajął ten nick. Niepotrzebne zamieszanie, kurwa. Cóż.
Moja mania prześladowcza każe mi usuwać historię przeglądarki. Blog będę pisać na trybie incognito.
Jeśli po poprzednich notkach można odnieść wrażenie, że uważam się za wszechwiedzącą, to jest to mylne wrażenie. Ale pewnie jestem z jednej strony zapatrzoną w siebie ekshibicjonistką, a z drugiej mam kompleks niższości czy coś. Tak bardzo z grubsza. Ciągle się waham między tymi dwoma wersjami siebie.
Chciałam napisać w tym poście jakieś opowiadanie, ale (kurde) piszę wciąż o sobie. Dla urozmaicenia może spróbuję wywiadu ze sobą, właśnie na to wpadłam. Doskonale.

- Dlaczego piszesz ten blog? Standardowe pytanie z musu.
- Zazwsze byłam bardzo skryta i uznałam, że odkrycie się w ten sposób może przynieść jakieś pozytywne skutki. To jeden. Dwa: bliska mi osoba powiedziała niedawno, że mam dużą potrzebę rozmawiania o drobnostkach. A że ostatnio nie mam z kim o nich gadać - wszyscy moi przyjaciele są daleko (...daleko... ode mnie... ode mnie...) - więc będę pisać. Trzy: lubię pisać. Jako dziecko chciałam być między innymi pisarką. A to będzie ćwiczenie stylu na przyszłość. Wtedy będę się pławić w Nagrodach Nike, może nawet Pulitzerach, Book Awards, a może nawet dostanę (wstrzymajmy oddech) Wyróżnienie dla Najfajowszej Literatury Kobiecej od Czytelniczek Miesięcznika "Claudia"!

- Masz jakieś zainteresowania?
- Mam w chuj dużo zainteresowań, ale wkurzają mnie teksty typu: moje zaiteresowani to dyskoteki, chłopaki i ogólnie takie takie... ale w miarę to nauka mnie najbardziej kręci. (Tu też się z kogoś nabijam...) Lubię czekoladę Wedel i mieć na tapecie w kompie jakieś dobre zdjęcie. Dobre, więc nie autorstwa kogoś, kogo znam. Teraz mam coś pana Tono Stano z Czech lub Słowacji lub Czechosłowacji. W szufladzie leży wiśniowa czekolada. Nic z wyżej wymienionych konkretów nie jest moim faworytem w swojej dziedzinie, ale dają radę, jak to się mówi.

- Wyglądasz, jakbyś chciała coś jeszcze powiedzieć..?
- Wow, jak Ty mnie znasz! Otóż: niedawno były święta, Wielkanoc konkretnie. Ta informacja może okazać się kiedyś użyteczna.

- Pominę milczeniem jej wagę... Masz uguntowane poglądy polityczne?
- Jestem na to za młoda. Jakieś mam, ale nie sądzę, aby godne uwagi były moje opinie na temat polityków.

- A co w sprawie aborcji?
- Jestem za legalizacją aborcji, co nie równa się stwierdzeniu: jestem za aborcją. Jej zakaz uniemożliwia decydowanie o sobie. Czy oni (mistyczni oni, zło) myślą, że kobiety rzucą się najpierw do cudzych łóżek, a potem do szpitali, żeby pozbyć się konsekwencji z macicy? Nie! My, kobiety, nie jesteśmy idiotkami. Decyzja o aborcji jest decyzją trudną; poza tym zabieg i tak jest w Polsce możliwy do wykonania, niech więc będzie możliwy w odpowiednich warunkach. Umiemy czytać i myśleć - znamy ryzyko, jakie to niesie. Słyszałyśmy o traumie poaborcyjnej. Łatwo znaleźć wiele opini na ten temat. Myślę, że rzadko taka decyzja będzie podejmowana pochopnie. Nawet jeśli, to możliwa jest jakaś procedura, zmuszająca do reflekcji (yeah) typu: wróć za dwa tygodnie i potwierdź swój wybór; to tylko pierwszy lepszy przykład. Kolejny temat na osobną notkę. Napiszę w niej, jak krystalizowała się moja opinia w tej sprawie. Dla jasności - nigdy nie poddałam się aborcji.

- Bardzo się rozwinęłaś. Może dodasz to w tytule postu?
- Owszem, to chyba dobry pomysł. Wanda Nowicka powiedziała kiedyś: usłyszałam, że społeczeństwo nie może zmusić kobiety do zajścia w ciążę, ale jeśli już w niej jest, to może ją zmusić, aby pozostała w tym stanie. Fajnych pani Wanda ma znajomych. Ok, lećmy dalej.

- Ok. Co w sprawie Katarzyny, jej córki Magdy i męża Bartka?
- Mój departament zajmuje się tą sprawą. Jest na 36, albo 94 miejscu.

- Najgłupsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłaś?
- Może nie najgłupsze w życiu, ale przez to jestem teraz przeziębiona. Chodziłam półnago po lesie. Na chorobę pewnie złożyły się jeszcze inne czynniki... ale wtedy świaciło nawet słońce i nie było wiatru (sick!)!

- Rety... czy Ty jesteś normalna?
- Nie, nie jestem. Osobną kwestią są granice normalności - da się je w ogóle nakreślić? I czy tak naprawdę istnieje coś takiego jak "normalność"?

- To nie fair. Ja tu zadaję pytania!
- Ups, masz rację. Wybacz!

- Czemu zmieniłaś trochę w ostatnich notkach przed ich dodaniem? Ty chuju...
- To były drobne zmiany, tzw. higieniczne. Może trochę mocniej pobawiłam się przy tekście z pierwszego wpisu: "Cześć! Jestem...", bo trochę tam pojechałam po bandzie.

- Dlaczego posługujesz słownictwem jak z rynsztoka?
- Gdyż jest adekwatne do tego, w jakim oscylują moje wypowiedzi w rzeczywistej egzystencji, bo (oczywiście) bytem włącznie internetowym się nie określę.

- Pewnie czytasz same gówna?
- Właśnie jestem po "Bestii!" Ragnhild N. Grodal. Arcydziełem tego nie nazwę, ale ciekawe były nawiązania do psychologii.

- Intesesujesz się psychologią?
- Wszyscy się tym interesują. Ja może odrobinę bardziej. A może nie. W każdym razie kocham Philipa Zimbardo.

- Hmm... Ostatnio słyszałam, że Pana Samochodzika?
- To było kiedyś. Ale Nienacki tak mnie przeraził "Raz do roku w Skiroławkach", że spasowałam. Było tak straszne, że przeczytałam w ciągu dwóch dni z wypiekami na policzkach. Tu robię minkę i ruch brwiami; uśmieszek.

- Mam Cię dosyć.
- Jako osóba przeprowadzająca ze mną wywiad nie powinnaś tak mówić. To niegrzeczne. Wspaniałomyślnie wybaczę, bo się z Tobą zgadzam.

Ja Pytająca podaję rękę Mi Odpowiadającej.

Wieczoru ciąg dalszy - post nr 2


Właśnie wydmuchałam nos, bo dodatkowo jestem chora i stwierdziłam, że tą dramatyczną kwestią rozpocznę kolejny post (notkę?) mniej więcej 5 sekund po zakończeniu tej poprzedniej. Jest dobrze, mam już dwa wpisy! Yeah! Ledwo się pochamowałam przed dodaniem "xD".
A więc tak - jestem chora, przeziębiona. Zmienię tu konwencję (sic!) i wprowadzę coś bez wytłumaczenia. Jestem chora i nie pojechałam z rodziną do miasta Z położonego jakieś 100km od mojej miejscowości; naszej miejscowości. Byli na mnie wkurzeni.
Cóż piszę to rzekomo dla siebie, więc nie będę tłumaczyć o co chodzi. Jeśli kogoś z Was (ach och) to dręczy, to proszę pisać na priv. Nie wiem, czy jest tu coś takiego, ale się pewnie dowiem. Zakaszlałam, bo chwilowo nie wiem, co dodać. Może rozładowałam się na dziś? Już to widzę...
Zaraz wyłączę komputer, położę się i wpadnie mi do głowy setka innych w chuj ciekawych tematów. Niech będzie to przeklinanie. Różny się ma do tego stosunek. (Czy jak będę często używała tego słowa, to ktoś szukając "stosunku" tu trafi? wątpię, ale chuj wie. "Chuj" użyty bardzo celowo.)
A więc ja zaczęłam mówić brzydkie wyrazy podczas moich pierwszych prawie pełnletnich wakacji, bo przyjaciółka (nie taka, jak możnaby sądzić po deklaracji biseksualizmu) rzuciła pomysł, że robimy to, czego dzieci nie mogą. Ojoj (i tu zakrywam łapkami buźkę) - piłyśmy też. Ale przecież my jesteśmy pełnoletnie.
W ten sposób przeklinanie dla nas stało się raczej zabawą i ja do dzisiaj w ten sposób je stosuję (zazwyczaj). Bom jest z dobrego domu niby (aha, aha) i tu się w złości przy dzieciach nie klnęło.
A dodawanie "kurwa" co kilka słów było wstrętnym i brzydkim. Do dzisiaj tak mam; źle myślę o ludziach używających takich słów bez kontroli (Samokontrola - temat na następną notę, yeah.) Ktoś mówił mi, że dla niego te wyrazy są podkreśleniem silnych uczuć. A dla mnie raczej powiedzenia: hej, jestem zirytowana, ale ze szczyptą rozbawienia, dystansu do tego uczucia.
Albo nawet mówię "kurwa, kurwa, kurwa"  dla tzw. funu, czyli dla jaj. Oczwiście w towarzystwie ludzi, którzy postrzegają te kwestie podobnie; ewentualnie pokazuję moim zajebistym aktorstwem, że chodzi o to, nie co innego.
Nie wiem, co gorsze, co lepsze i czy w ogóle można (czy ja mogę) to tak oceniać. 02:20, czyli stukam w klawisze już godzinę. Ok, pora spadać. To był ciąg dalszy ostatniego postu, więc tu podziękuję za przeczytanie tego, jeśli to przeczytał-eś/aś. Bo jeśli tak, to byłoby super! Ponawiam swą prośbę o koment, chociaż kropkę, chociaż nawiasik.
Dziękuję, że ze mną jesteście. Ciekawe uczucie pisać coś takiego w notatniku, hłe, hłe. Dobranoc mi, dobranoc, miłego dnia, do następnego - Tobie. Mam nadzieję, że będzie następny. Znikam na razie w otchłani Internetu, rozpływam się w czasoprzestrzeni, zasypiam w głębi mojego własnego, ukochanego łóżka.