niedziela, 15 kwietnia 2012

Nocne mary i depresje


Czuję, że nie będę miała porządnego życia. Nie będę miała porządnej pracy, porządnego męża, porządnych dzieci. Prawdopodobnie mówi tak duża część (większa połowa, ehm) osób w moim wieku, ale ja oczywiście jestem wyjątkowa. Obserwując znajomych widzę jakąś troskę o przyszłość. A u mnie nic, nie przejmuję się. Kilka lat obecnego życia i co potem? Przecież ja się nawet nie uczę, a na pewno nie wykorzystuję w pełni swoich możliwości - wszyscy mówią, że dużo mogę, a mi się bardzo mało chce. Tym bardziej jest to dołujące, jeśli powtarzają Ci, że gdybyś tylko chciała, mogłabyś wiele osiągnąć. Ale ja rzadko chcę i cierpię z tego powodu (och, ach, moje cierpienie... jakie to smutne). Nie potrafię znaleźć w sobie motywacji. Kiedyś myślałam, że kiedyś (właśnie: kiedyś) się wezmę w garść, ale nie mogę. Już przestałam myśleć, że "kiedyś" się uda. Gdybym mogła, gdybym chciała, to zmieniłabym coś teraz. A ja czekam, aż samo się zmieni. Za pół roku czekają mnie duże zmiany zwenętrzne - póbuję jakoś wyrazić to, że nie będą zależne ode mnie. Najwyżej w małym stopniu. Gdybym teraz coś zrobiła, to w dużo większym. Ale nie robię.

Nie mam nic ciekawego do przeczytania i piszę takie rzeczy. Jestem dodatkowo w bardzo dziwnym nastroju. Zaczynam podejrzewać, że może zostałam źle zdiagnozowana. Może tak naprawdę to ten kolorowy worek do którego się wszystko niewyjaśnione wrzuca.

Chcę napisać do Marcina. List. E-mail. Przecież nawet nie znam jego rzeczywistego adresu. Nie znam nawet adresów moich przyjaciół - potrafię tam dotrzeć, ale nie koniecznie powiedzieć, jaka to ulica.

Miałam sen, bardzo dziwny. Chyba boję się niskich stropów. Wyobrażam sobie, że zostaję zamknięta w pomieszczeniu, w którym nie mogę się ruszać, bo jest tak małe. Jakiś czas temu zaczęłam oglądać film pt. "Pogrzebany". Początek nie zrobił na mnie wrażenia i wyłączyłam go. Spróbuję ponownie, ale w innym nastroju. Nastawienie wpływa na odbiór.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz